Uh co to był za tydzien… dużo akcji, spania o dziwnych porach, małych sukcesów obarzonych sporą dawką szczęścia… kilka miłych i mniej miłych sytuacji, rozmów… generalnie jednak pozytywnie mocno
“Dream as if you’ll live forever, live as if you’ll die today.” James Dean
taak to hasło nastroiło i mnie i B… Best knajpa in the whole world czyli Spokój, zmazywalny długopis, szantaż, j’adore i inne słowa na rękach wypisane.. Carpe Diem… i knajpa i motto również.. może tylko Tower nie był zbyt romantyczny
Tydzień “pracujący” rozpoczął się od wywalczonego z G i J zaliczenia egzamu z matmy.. Nie jestem jednak taki tępy z niej, nieprawdaż dr Potępo!? potem zaliczenie z chemii i geologii.. oba szczęśliwe, oba upragnione..
w samym środku tygodnia trip krk – tychy – bb – krk.. wszystko w 20h.. snu 2,5h.. rozmowy, bijący zegar, “kredytem chwilówką” na dworzec o 6 rano.. zasypianie koło prosektorium.. zasypianie na stojąco w pksie.. czwartek byl dniem w którym 5 razy spałem i 3 razy prawie spałem…
wyjaśnienia.. z mojej strony kompletne…
plany na najblizszy czas? sesyji ciąg dalszy.. oczekiwanie na Pannę B w krakowie.. potem lomograficzny trip do Poznania i Panny B.. ale to za jakiś miesiac.. wierze jednak że mnie nie znienawidzi do tego czasu
:P przynajmniej nie Ona…


bijący zegar i rozmowy rlz
do następnej posiadówy